Niewidzialna przeszkoda.


autor : Kazimierz Bzowski


  Wiarygodny i sprawdzony świadek p, Tadeusz X. z warszawskiego Ursynowa, mający w 1981 roku 25 lat tak zapalił się do obserwacji UFO, że przez dwa lata był jednym z bardzo aktywnych badaczy terenowych. Między innymi brał on udział w wizji lokalnej wykonanej przez ufologów warszawskich i grupę filmowa II-go programu TVP w Emilcinie w dniu 29 sierpnia 1981 roku. Miał jednak pecha.. . Jest jedynym znanym mi przypadkiem w naszym kraju ingerencji sił pozaludzkich, zakazujących mu prowadzenia działalności na tym polu. Czemu spotkało to akurat jego jego ? Szczerze mówiąc nie wiem. On sam wyczuwał, iż od pierwszych jego poczynań na polu ufologii "ktoś" czy "coś" rzuca mu kłody pod nogi. Przeszkadza, sprowadza jego poczynani na manowce.

Jakiś miesiąc po zbiorowej obserwacji ( dwa pojazdy UFO nad Warszawą w dniu 25 czerwca 1981 roku, był jednym z dwudziestu siedmiu świadków przesłuchiwanych przeze mnie - sam wówczas byłem 28-mym świadkiem ) Tadeusz wraz z rodzicami byli w swoim mieszkaniu. Położył się nieco zmęczony na tapczanie w jednym z pokoi gdzie drzwi do drugiego pomieszczenia były otwarte. Tam, w pobliżu odbiornika telewizyjnego siedzieli jego ojciec i matka. Wówczas w 1981 roku telewizja kolorowa nie była tak powszechna jak obecnie i posiadanie przez nich kolorowego telewizora marki Sony było swoistym ewenementem.

Rodzice wpatrzeni w ekran, na którym akurat szedł jakiś zajmujący film nie zauważyli, że w drzwiach wiodących do pokoju ich syna stanęła nagle, jakby przychodząca z nicości postać mężczyzny w czarnym kombinezonie przechodzącym w równie czarny kaptur.

Stanął on przodem do osłupiałego Tadeusza i wówczas widać było, że jest bez twarzy. Zamiast niej miał ziejącą czarną pustkę.. Postać wzięła Tadeusza za prawą dłoń i przeciągnęła po jego otwartej dłoni swoją dłonią...pozostał po niej szybko znikający rozmazany krwawy ślad...

W tym momencie ojciec Tadeusza zobaczył, że telewizor wariuje. Przez ekran przelatywały kolorowe ukośne pasy a dźwięk nagle zniknął. Ojciec obrócił więc głowę w stronę drzwi do pokoju syna by wezwać go na pomoc w regulowaniu odbiornika i wówczas i on i siedząca obok matka zobaczyli stojącego do nich tyłem tego nieproszonego gościa. Na głośny ,nieartykułowany krzyk kobiety postać zareagowała znikaniem. Ale nie natychmiastowym a jakby w zwolnionym tempie. Po 1-2 sekundach już jej nie było..

Tadeusz opowiedział mi to już następnego dnia. Ostrzegałem go, że to był prawdopodobnie "Man in Black" i żeby raczej odsunął się od dalszych badań UFO. Ale on śmiał się z tego.

Aż przyszedł dziwny dzień sierpniowy w 1983 roku. Jechał on swoim " maluchem", Fiatem 126p pustą ulicą Idzikowskiego na Czerniakowie. Teraz jest ona po jednej stronie zabudowana nowym osiedlem mieszkaniowym, ale wówczas było to pustkowie. Obecnie po drugiej stronie ulicy ciągnie się pas zieleni a za nią równoległe do ulicy półkilometrowej długości pozostałość fortecznej fosy napełnionej wodą, zwana Bernardyńską Wodą. Wówczas jednak w 1983 roku tego osiedla jeszcze nie było i jadąc tamtędy miał doskonałą widoczność po obu stronach jazdy swego samochodu.

Dojeżdżał do skrzyżowania z aleją Sobieskiego, która w owym roku w tym miejscu biegła na tym odcinku przez pusty teren.. Rozejrzał się w prawo - w lewo i w promieniu ponad pół kilometra nie widział nie tylko żadnego pojazdu ale nawet żadnego człowieka, oprócz małego parterowego domku o sto-kilkadziesiąt metrów. Nie zmniejszając prędkości jazdy, co powinien był uczynić zjeżdżając z trasy "podporządkowanej" na "główną" ,dojeżdżał już jadąc z prędkością 80 km/godz do skrzyżowania, gdy nagle.. stało się straszne uderzenie .....w pustą przestrzeń i on sam wyleciał przez nagle rozpęknięty dach - wielkim łukiem w powietrze, padając o kilkanaście metrów dalej na szczęście na trawnik, tak że tylko mocno się potłukł . Natomiast jego samochodzik dosłownie rozsypał się na drobne kawałki. Oderwane koła leżały po obu stronach jezdni, a na niej pozostał tylko tak pogięty wrak karoserii jakby miał czołowe zderzenie z pojazdem pędzącym setki kilometrów na godzinę.

Tadzio siedział zupełnie ogłupiały na trawniku gdy nadjechała karetka pogotowia i kilka radiowozów. Widać ktoś z tego małego domku widział to i zawiadomił je

"Panie !" .... - trząsł Tadzia za ramię milicjant... "Z czym się pan zderzył ? Tak skasowanego malucha jeszcze nigdy nie widziałem " - milicjant nie mógł wyjść ze zdumienia.

Rzeczywiście. Na asfalcie jezdni brak było : śladów opon innego samochodu oprócz tego małego Fiata, brak śladów hamowania na asfalcie i wreszcie brak jakichkolwiek szczątków, choćby pobitych szyb tego drugiego, z którym Tadeusz rzekomo zderzył się....

Naoczny świadek z tego małego domku, który widział tą katastrofę na jezdni mówił, że posłyszał huk jakby silnego wybuchu i w jednocześnie mały samochód, który bez powodu rozleciał się w kawałki.....jakby od wewnętrznej eksplozji. Ale jej przecież też nie było !

Raport milicyjny był niejasny ".....zderzył się ? .... z czym...? .... może z UFO ? "



( opracowane na podstawie dokumentów archiwalnych Kazimierza Bzowskiego, znanego warszawskiego ufologa
-materiał źródłowy http://www.ufo.netla.pl/rozdz3.html )