Dropa i Kham oraz ich 716 śpiewających talerzy



  Kto twierdzi że zna starożytne dzieje tej planety? Darwin i inni to małe piwko przy tej historii – i to bez piany.

Poszukujemy prawdy, poszukujemy naszych korzeni, naszego dziedzictwa, od zarania - odkąd sięgamy pamięcią, - lecz czy kiedykolwiek dowiemy się, kim naprawdę jesteśmy i skąd pochodzimy? Kto był naszym protoplastą? Bardzo wątpię.

Ta historia jest znana, - lecz u nas, znacznie mniej. Bardzo mało na jej temat jest, jakich kolwiek informacji. Gdzie by się nie odwrócić, gdzie by nie spojrzeć, znika w mrokach milczenia, a jest tak niesamowita, że wiele czyniono by o niej zapomniano. Sporo autorów pisało o tej historii, powtórzmy wiec tu znane fakty jako tako, chronologicznie ją układając wedle tego, co wiadomo, domysły zaś pozostawiając czytelnikowi.

Dropa i Kham.

Historia ta zaczyna się w górach Baian-Kara-Ulan na pograniczu Tybetu i Chin, w roku 1938, kiedy to chiński naukowiec, profesor Chi Pu Tei przeprowadzał badania archeologiczne w trudno dostępnym i nie zbadanym jeszcze rejonie gór Baian-Kara-Ulan . Natrafiono tam na znalezisko, które mocno go zdumiało.
Ekspedycja natrafiła na pozostałości świadczące o znajdujących się w tych rejonach, tysiące lat temu, siedzib ludzkich. Narzędzia z epoki kamiennej, resztki ognisk i setki zwierzęcych kości potwierdzały przypuszczenia profesora. Lecz jak się niewiele potem okazało nie tylko.

Tysiące lat temu w tych okolicach żyło prymitywne plemię. Jednocześnie w niedalekiej odległości od siedliska plemienia, w niedostępnych górach odkryto sieć połączonych ze sobą jaskiń skalnych. Nie takich zupełnie normalnych jaskiń. Cześć z nich miała ściany o niezwykłej gładkości, jakby pokrytych szkliwem, powstałym na skutek działania wysokiej temperatur.
Nie wszystkie ściany były gładkie i ze szkliwione. Naturalnie występujące formy kompleksu jaskiniowego były połączone ze sobą w siec korytarzy. Tam zaś gdzie nie było naturalnych połączeń, były właśnie dziwne miejsca, przejścia, łączenia, ze szkliwione, łączące poszczególne odnogi tych jaskiń - tuneli w jedna długą całość jako kompleks.

Tam też zostały odkryte stanowiska grobowe dziwnych istot humanoidalnych.
Z tego, co wiemy szkielety te miały nie więcej jak 120 cm długości i niebywałe nieprawdopodobne, duże czaszki wydłużone ku górze, (ku tyłowi czaszki).
Pierwotne założenia mówiące, iż znaleziono jakąś zupełnie nie znaną nauce formę ( gatunek) małp, szybko upadła. Koronnym zaś dowodem, ( choć miernym), był fakt, iż małpy nie grzebią swych zmarłych.

Powstało sporo teorii, nawet takich, które klasyfikowały te szkielety do nieznanej nikomu rasy ludzkiej, a nawet odważono się tworzyć nowe grupy małp. Lecz nic tu nie pasowało.
Kiedy wszczęto przeszukiwanie jaskiń odkryto na ścianach rysunki przedstawiające nasz układ słoneczny.
Dziwne i nie znane gwiazdy oraz linie łączące poszczególne układy gwiazd.
Lecz największa sensacja jeszcze czekała.

Okazało się mianowicie, że każdy z grobowców a było ich w sumie 716, był zaznaczony zagrzebanym do połowy okrągłym kamiennym dyskiem z dziurką w środku ( jakby z centralnym otworem).

- śpiewający talerz

Kamienne dyski miały średnicę około 30 cm, a wewnątrz każdego centralny otwór o średnicy 1,5 cm. Grubość zaś tych kamiennych dysków, talerzy wynosiła około 1 cm Na zewnątrz zaś każdego z dysków była spiralna rysa, zbiegająca się do środka.

Kiedy zaś zbadano bardziej dokładnie tę rysę, okazało się ze nie jest ona ciągłą linią, a przedstawia spiralnie zapisany mikroskopijny tekst. To szokujące znalezisko, odkrycie, rujnowało wszystko, co do tej pory wiedziano a losie ludzkości. Nikomu i niczemu nie można było tego przypisać, ponieważ wstępnie oceniono to na okres 10.000 - 12.000 lat wstecz.

Dysk jak dysk, teoretycznie każdy z tamtej epoki mógł je wykonać, nawet prymitywną metoda, ale mikroskopijne czytelne znaki pisma po spirali, - nikt. Nie istniał nikt, komu można było by to przypisać lub powierzyć takowe zadanie, a nawet i dziś nie było by to łatwo wykonać. Nikt przy zdrowych zmysłach nie stwierdzi ze twórca tego były małpy, choć wielkie zapędy ku temu były, lub jakieś mniej lub bardziej prymitywne plemię, zamieszkujące tamte rejony.

To był cios dla nauki, którego nie można było podważyć i nie dało się go obalić niczym, co było znane nauce.

Wojna przerwała prowadzone prace, znalezione dyski włożono od magazynów i zapomniano o nich. Po zakończeniu wojny w 1947r, w ręce angielskiego doktora Karyl Robin -Evans przypadkowo trafiło kilka ze skalnych dysków przywiezionych z Indii przez profesora Siergieja Lolladoffa.
Tak zaintrygowały go te dyski ze zorganizował wyprawę w niedostępne rejony, gdzie spędził podobno kilka lat badając legendy i obyczaje mieszkających na tych terenach plemion, niebywale i szokująco zróżnicowanych pod względem wzrostu i wyglądu. Po serii artykułów w gazetach zainteresowanie kamiennymi dyskami - talerzami wzrosło.

Przyszedł wreście czas roku 1962, kiedy to chiński uczonych, Tsum Um Nui, profesor Pekińskiej Akademii Prehistorii, stwierdził, że udało mu się odcyfrować nieznane pismo.

Kiedy to zostało ogłoszone, a zapoznano się z niezwykłością przekazu, komunistyczne, chińskie władze zabroniły, jakich kolwiek publikacji? A całej historii, nadano status totalnej bzdury wyssanej z palca.

Człowiek ten w jeden dzień stracił wszystko, z profesora stał się nikim. Podobno został poddany resocjalizacji.
W 1968 roku, kiedy Chiny i Rosja nie patrzyły jeszcze na siebie krzywo, rząd Chiński przekazał więc kilka dysków, Rosyjskiej Akademii Nauk w celu przeprowadzenia dokładniejszych badań.

W. Zajcew przeprowadził podstawowe badania i sensacja znowu wybuchłą ze wzmożoną siłą. Okazało się, że podobno początkowo uznawane za kamienne dyski, wcale nie są kamienne. Duża zawartość kobaltu, chromu, molibdenu i sporo innych rzadkich metali wskazywała na sztuczne pochodzenie znaleziska. Potwierdzono, że powstać naturalnie to nie mogło.
Oscylograficzne badanie dysków wykazało zaburzenia magnetyczne nieznanego zupełnie pochodzenia wskazujące na przebywanie dysków przez długi czas w nieprawdopodobnie silnym polu magnetycznym, absolutnie nie występującym na ziemi i w warunkach naturalnych. To szokowało 10.000 – 12.000 lat wstecz nie bywałe silne pole magnetyczne???

W. Zajcew opublikował swoje spostrzeżenia w jednym z rosyjskich pism naukowych.
Tutaj zaś napotykamy nieprawdopodobną sytuacje.
Po publikacji historia ta błyskawicznie znika ze stron gazet i nigdy więcej najmniejszy tekst po tej publikacji Zajcewa się nie ukazuje, ani słowa.

Znikły też dyski i wszystkie wyniki badań tego naukowca. Tak jakby nigdy nikt tego nie badał, nigdy nie było żadnego tematu w tej materii.
Małżonkowie Wegererow w 1974 roku wykonało ostatnie znane zdjęcie oryginalnych uważanych za kamienne dyski.
Od tego czasu panuje absolutna cisza w temacie, - bo temat oficjalnie nie istnieje.

Wróćmy, zatem do tragiczne doświadczonego chińskiego naukowca. Co takiego ten człowiek odkrył?
Otóż ten spiralny rowek był spisaną mikroskopijnymi znakami wiadomością. Wykonano to, używając nie znanych nikomu znaków pisarskich absolutnie odmiennych, do jakiego kolwiek pisma znanego na tej planecie. Jak i technik utrwalających te znaki. Nikt nie potrafił powtórzyć mikroskopijnego pisma, a to nie było byle, co??
To było zdumiewające.

Profesorowi Tsum Um Nui, udaje się wyemigrować do Japonii i tam opublikować swe odkrycie, ale wilczy bilet, powoduje, że to, co zostało opublikowane przechodzi wręcz bez echa i jest postrzegane jako bez wartościowa fantastyka - naukowa.

Trzeba tu przede wszystkim zauważyć rzecz znamienitą, otóż nie można znaleźć nigdzie tych dysków, nigdzie nie ma tych 716 talerzowych dysków. Ani jednego. A chińskie muzeum narodowe z tego, co mi wiadomo wręcz wypiera się, że cokolwiek zostało znalezione odkryte lub odczytane.
Zdumieniem powinno napawać każdego, nawet początkującego badacza fakt, iż w jednym z regionalnych muzeów, znajdowały się wystawiane, (teraz to najprawdopodobniej już nawet tego nie ma), kopie glinianych odcisków odkrytych dysków, których wedle chińskiego stanowiska nigdy nie odkryto.

Zdumieniem powinno opanować każdego, ponieważ znikneła wszelka dokumentacja i sprawozdania z wypraw naukowych w tamte rejony - Baian-Kara-Ula. Do dziś tamte rejony są terenami zamkniętymi, dla jakich kolwiek badań, jakich kolwiek nawet chińskich ekspedycji.
Gdyby nie fakty, zdjęcia, relacje naukowców, i starożytne legendy plemion zamieszkujących tamte rejony, było by to jeszcze jedna bajka wyssana z palca. Bajka, która bajką nigdy nie była, nie jest i nie będzie.

Poszukujemy fizycznego dowodu na obecność innego żywego, jakiegokolwiek skądkolwiek osobnika lub tworu fizycznego nie możliwego do wykonania przez człowieka na tej planecie. Wszystko, co było znaleziono, odkryto, pozyskano, znika i owiane jest tajemnicą.
Po co to?
Czy tylko po to by pozyskać inne domniemane technologie?
Czy tylko po to by ukryć oczywisty fakt istnienia niezaprzeczalnej formy istnienia życia poza ta planetą?
Może jedno i drugie?
Każdy powinien sobie sam na to odpowiedzieć.

Można wiele i ciągle ukrywać, bardzo wiele, przez długi czas, - ale nie przez cały czas.

O tym - Ci, co uważają się za przedstawicieli naszej nauki, nosicieli naszej wiedzy, naszych osiągnięć, naszej to znaczy całej ludzkości, widać zapomnieli, kim są i z skąd wywodzą się Ich korzenie. Zapomnieli, że cała ich wiedza, całe doświadczenie, jest nic nie warta, jeśli nie będzie poparta doświadczeniem całej ludzkości.

Co było takiego, zdumiewającego w tym, co głosił chiński naukowiec?

Czemu tylko niewielkie tłumaczenie tylko kilku dysków wywołało taki popłoch i taka reakcje świata nauki, który ta cząstką się zainteresował?

Ten naukowiec odcyfrowujący zawartość spiralnego pisma odczytał małą część historii, humanoidów nie pochodzących z tej planety. Przedstawicieli innej cywilizacji innego gatunku inteligentnego, który przez mniej lub bardziej celowy przypadek musiał wylądować i ugrzązł na tej planecie.

Ta zapisana historia przybyszów nieznanej cywilizacji była zagrożeniem dla nas wszystkich, przede wszystkim, dlatego że dostarczała niezbitego materialnego dowodu na fakt, iż nie jesteśmy jako forma życia odosobnieni we wszechświecie, to niosło straszliwe skutki psychologiczne i moralne, rujnujące wiele postaw, tak naukowych jak i religijnych.
To trzeba było bezwzględnie usunąć innej rady nie było.
Wedle tego uczonego chińskiego - jak podaje około 10,583, inni podają nawet 12,000 lat wstecz, w górskich rejonach, rozbił się czy też lądował awaryjnie, na pograniczu Chin i Tybetu, statek z innego układu gwiezdnego. Wedle przekazu, wrogie ludzkie plemiona zmusiły przybyszów do szukania schronienia w górskich jaskiniach, które sami sobie dostosowali do swych potrzeb.
Statku nie dało się naprawiać a technologii tu nie było by wykonać nowy egzemplarz, gotowy do odlotu.
Niski wzrost, inna budowa, żółta karnacja skóry, i dziwnie zniekształcona czaszka, powodowało ze przybysze zostali poniekąd odizolowani, próbując nawiązać kontak z rodowitymi przedstawicielami tej planety, a będąc pozbawieni swych możliwości technicznych, wymierali. By upamiętnić ten fakt, przy każdym grobie pozostawiali kamienny dysk, który kamiennym nie był, upamiętniając historie każdego z nich i jego dokonań, wraz z informacjami o całej przybyłej załodze. Tak by przekazać potomnym wiedze o sobie i swej rasie, żyjącej daleko, daleko stąd, w innym zupełnie gwiezdnym kompleksie, na innej nie pojętej dla nas planecie.

Dlaczego zatem bano się tak szokującej prawdy? Trudno, zgadnąć nie mówiąc o zasadnym stwierdzeniu. Nie mniej prawdę powiedziawszy to oprócz nie wielu szczegółów dotyczących odcyfrowanego i odczytanego w części przekazu nic nie wiemy. Wszystko zamazano zatarto i słuch i ślad po tym zaginał.
Dlaczego?
Ot pytanie?
Ile runęłoby dogmatów, bzdurnych mącących ksiąg poszłoby do kubła, ile musiano by skorygować wiedze w temacie

-Człowieku nigdy nie byłeś sam na tej planecie i we wszechświecie i nie będziesz – ot przesłanie, jakiego panicznie bali się ci, co uważają się za badaczy i znawców wszystkiego.
To, co nazywają bezwartościową Mitologią, wymysłem nierozumnych i nie rozgarniętych naszych przodków rozłożyłoby Ich wiedzę na łopatki. Dlatego uczyniono wszystko, co się dałoby to raz na zawsze zatarto z pamięci człowieka.
Czy uda im się to?
Licho wie.

Muki.